skip to main |
skip to sidebar
W Brnie można dostać kawę za raty lub na raty, albo jak ktoś nie zasłoni "v" to dostanie ją za bramą ;)...można też zostać zaczepionym przez Pijaczka-Historyka z dziurą w spodniach, który prawi morały i opowiada historię Brna...ale można też powiedzieć, że się nazywa: "ahoj" i "díky,ahoj" i wtedy się odczepi.
W każdym razie już trzeci raz weszłam na brnieńską wieżę, ale muszę powiedzieć,że widok zimowy najładniejszy :)
I tak się toczy czas od przejścia obok recepcji do powrotu i od ostatnich darć mord hiszpańskich do norskiego salatu :D.Od smażonego sera do lodowiska i te de i te peeee.
Nadeszła wiekopomna chwila,że powracam do Czechosłowacji! Przynajmniej niektórzy tak to
ujmują. Słowacji już tam co prawda nie będzie w znacznej mierze - została tylko Dada, reszta pojechała do domu - ale jakoś sobie poradzimy.Jedeme spolu s moją Ewką, więc siedzieć w pokoju nie będziemy (z resztą i tak ponoć wiele z okna jak diabli)...
Miesiąc nie pisałam, miesiąc w domu posiedziałam, pospałam, pojadłam, poodwiedzałam... i trzeba teraz jeszcze powiedzieć 'good bye Brno,see you later' i z godnością nie dać się wkurzyć Janskiej przy wymeldowywaniu.Cleaning lady ala MONAR też ma swój udział w podpisywaniu się na karteczce ;).
Idę się dopakować!