sobota, 31 października 2009

Mikulov/ice ;)


Z okazji tego,że Brno zostało zwiedzone, a przybył do mnie Pan Brunowicz, postanowiliśmy pojechać "gdzieś".To jak zwykle za mapę, obgląd sytuacji i padło na Mikulov.No i dobrze, że na to padło, bo odkryliśmy rumové koule. Kompozycja wyjazdu była iście szkatułkowa.Na koulích zaczęliśmy odkrywanie miasta i tym optymistycznym akcentem wnież się z miastem pożegnaliśmy (biorąc je w plecak).Na zdjęciu obok została uwieczniona chwila ta pierwsza.Aaaaaa

Mikulov jest po prostu full wypas miastem.Nie przesadzę, jak powiem, że taka mała Praga, tylko spokojniej i jeszcze pięknie
jsze widoki. Dla mnie bomba.Do tego jest zadbane i budynki są odremontowane, że aż miło popatrzeć!

A teraz klasyczna pozycja: "na mosura" :D :

Tutaj z koleji prezentuje się Jan Werich z powiedzeniem, że:


"Bóg stworzył człowieka,
ale nie dał sobie na to patentu,
i dlatego teraz po nim,
może to robić jakikolwiek
GŁUPIEC"


i myślę,że miał chłopak rację.
W+V ;)

Teraz przejrzałam jeszcze raz fotki i postanowiłam dokleić bonusową :).Może się robię sentymentalna, ale taka jest magiczna jakaś.Ten tego, pójdę już spać.Hmmm



środa, 28 października 2009

Hrad Veveří=Den české státnosti


Dziś u Czechów święto, więc wszyscy mieliśmy wolną środę. Z tej okazji miałam powitać w naszych progach Szikulę,ale jakoś jednak wyszedł z tego wypad na Hrad ze Słowakami :).Śmiechawka była non stop, więc co tu dużo mówić. Na Szikulę wciąż czekam.A na wyjście się zebrałam w pół godziny, łącznie z podgrzewaniem obiadu, ubieraniem się itd.Coś tam wczoraj słyszałam, że dziewczyny chcą jechać...ale miałam mieć inne plany.

Jak się okazało, trochę się nas zebrało.Na focie powyże
j Zuzka robi fotę :), więc jej nie widać. Było to bardzo mądre zdanie.Nie ma co.Ale za to obie jesteśmy niżej, gdzie można również zobaczyć Pana Pokornego.Ma na imię Daniel i bardzo lubi babki.
Podczas rozmowy na kosmiczne tematy wyszła pewna sprawa. Okazało się, że dziewczyny chcą iść niedługo na wystawę Alfonsa Muchy.No i postanowiłam im powiedzieć wszystkim, co słowo 'alfons' znaczy po polsku.Efekt był natychmiastowy, bo od tej pory wszystkie krzyczały: "Pet'o je náš alfons"."Vyfot' nás, alfonse" :).Mając alfonsa czułyśmy się bezpiecznie.

A Dada ma plusa, bo wie że polski i czeski to nie jest to samo. Studiuje słowacki i filozofię i miała gramatykę porównawczą. We fragmencie "Małego Księcia" po polsku miała znaleźć charakterystyczne cechy języka naszego.No i jakoś w mig tego nie zrobiła.
Dziwne!


wtorek, 27 października 2009

Umyvadlo & Opera

Chciałam na początku przedstawić naszą umywalkę (o której ostatnio naskrobałam), znaną także pod pseudonimem - umyvadlo. Przy okazji dobrze jest umieć napisać: "Umyvadlo/vana je zácpané / á".Gorzej jeżeli "záchod je zácpaný a po podlaze teče voda"*...

Już tłumaczę. Na recepcji mamy instytucję w postaci książeczki skarg i zażaleń do Panów,co naprawiają sprzęty.No i kiedyś sobie stałyśmy i czytałyśmy, co się ludziom w pokojach zepsuło (tak w ogóle,to jestem pełna podziwu,bo usterki są naprawiane bardzo szybko, więc wypas).No i tak czytamy, czytamy.Agata doszła do momentu, jak ktoś się skarżył, że ma *"zatkaną ubikację z której cieknie woda po podłodze"... rzecz to była iście przykra, ale w tym momencie dla nas śmieszna. Stała tam z nami Sabina i zapytała, co znaczy "záchod", więc Agat szybko odparł: "kibel".No i dobra nasza,bo w ten sposób Pan z recepcji się nauczył nowego słowa po polsku.Zapytał, czy kibel=záchod :D a po naszych późniejszych minach sam wywnioskował, że chyba jest to potocznie, czyli "nespisovně".Musimy go jeszcze czegoś nauczyć w naszym pięknym języku.

Wczoraj Zuzi i Jane powiedziały mi, że polskie "kocham cię" najbardziej podoba im się ze wszystkich opcji tego zdania w różnych językach.No to very very nice mi się zrobiło :].Wzięłam drewnianą łyżkę, co została u Zuzki po robieniu naleśników i zeszłam do mojej suteryny i do wyrka.A dzisiaj idę na operę.Sama się zgłosiłam.Hmmm.Zobczymy! :D

poniedziałek, 26 października 2009

Kolejne dni, tygodnie

Na začátku něco pro Zuzku! :) (učí se polsky s bloga,ale já ještě neumím slovensky, tak bude to v češtině...je to kompromis mezinárodní...:D)
Jak je vidět na obrázku (:D), můj pokoj po několika dnech začal vypadat krásně. Mám Krtka, Boba a Bobka a kouzelný klobouk. Ted' už ani umyvadlo není strasné!A umyvadlo je kouzelné! Je to vana, misa, sprcha a expozice najednou!

Tak więc.Tak więc opisać chciałam wystrój wnętrza.Mamy pokój z oknem! Niestety Czesi znają powiedzenie: "daj palec, a odgryzie ci rękę" i dlatego nie dali nam balkonu.Ale za to dali nam sąsiadów, którzy grają w piłkę na korytarzu.
Tydzień temu grali w nogę, jeszcze wcześniej w siatkę...a jak wróciłam z weekendu z Polski (tak, tak, było super i w ogóle 'mrrr' i rogaliki :] ) to pociskali w ping-ponga.No to jeszcze im zostało kilka sportów w których mogą podrzucać piłkę.
A po czesku piłka kojarzy mi się ze Słonecznym Patrolem.Bo nazywa się: "míč"...co się czyta [micz]...zupełnie jak "Mitch", którego grał Husselhoff. Mam sentyment do słowa tego, jakże pięknego.

Warto jeszcze nadmienić, że umywalka w naszym apartamencie to hit sezonu. Dla tych, co po czesku nie doczytali (bo nie mówię,że nie zrozumieli, bo przecież to taki sam język jak polski i uczyć się go nie trzeba)...to znajduje się ona w prysznicu i pełni funkcje różne.Najlepsza jest taka,że pięknie wygląda.Wkleję później.Chcę potrzymać w napięciu.

Kolejne dni, tygodnie i ogólnie, jeżeli mówimy o czasie, to chwile...upłynęły a raczej uciekły...szybko.Ale są w moim aparacie uwiecznione! I już nie będę ich streszczać.Koniec akapitu i postaram się pisać bardziej fresh newsy.Od jutra, od kiedyś ;)

sobota, 24 października 2009

Ahoj everyone!


Po ponad miesiącu w Brnie dojrzałam do tego, żeby naskrobać kilka wspomnień i uwag :D.Później zamierzam to robić na bieżąco, ale zobaczymy, jak to będzie.

Jak mawiała moja polonistka w liceum, "zacząć od początku", to powtórzenie i bezsens...ale... i tak zacznę od początku, bo gdybym zaczęła od teraz, to trochę by Was ominęło.

Erasmus zaczął się dla Nas (na zdjęciu od lewej dumnie prezentuje się moja współlokatorka z RPA, Agata Hrycyna, która ukrywa się pod tym pseudonimem i wkręca ludziom wała, że pochodzi z Jeleniej Góry)...13 września roku Pańskiego 2009. Zaczął się tygodniem pt.Orientation Week.

Ja tam miałam orientation głównie w aptece, bo przyziębienie przywiezione z Polski się wskrzesiło. Trochę mnie ominęło wyjść, ale i tak się starałam żyć aktywnie.Poznawszy: Zuzi ze Słowacji oraz Zuzkę nr.2 również ze Słowacji, Anię z Chorvatska, Rubena z Mexyku, moją tutorkę Hankę z Czech oraz Holky Polky: Judytę, Michalinę, Sabinę oraz inne Holky Polky i Kluky Poláky coś zaczęło się dziać.Se se se.

No i na początek starczy! :)