W dzisiejszym odcinku chciałam napisać o czymś, co najpierw traktowałam jak czysty wypychacz czasu i polewkę a teraz mi się spodobało i będzie mi tego brakowało po powrocie do Polandii. Chodzi o żonglowanie. Nie mogłam się na ten przedmiot na początku w ogóle zapisać...był limit miejsc a poza tym, nie jest to mój obowiązkowy kurs. Dziwne.W sumie każdy bohemista powinien to umieć, bo pomaga w odmianie zaimków.No.Napisałam więc do Dašy - tak nazywa się prowadząca (super osoba tak na marginesie), czy mogę chodzić...zgodziła się i jeszcze napisała, że się cieszy z tego, że mnie to interesuje.Hmmm.Wtedy to po prostu stwierdziłam,że nic mi nie szkodzi przyjść.Ale się wciągnęłam.Najpierw myślałam, że to po prostu chodzi o zręczność (z którą u mnie różnie, dlatego nie nastawiałam się, że mi się uda :D)...ale chodzi o mózg (nic nie dodam).Musieliśmy się wszyscy strasznie przełamać, żeby w łapkach nie zostawała nam żadna piłka. Potem doszły kolejne triki, niektórych dalej nie ogarniam, bo moja głowa nie chce współpracować z dłońmi...ale te trzy piłeczki tak potrafią odprężyć umysł, że po godzinie zajęć (mimo,że boli tyłek od schylania się po piłki), jestem cała happy.No i to by było na tyle.
PS w filmiku nie tyle chodzi o piłki,czy żonglowanie [kaskada to się zwie], tylko o moje onomatopeje.Czasem się siebie boję...
piątek, 4 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
o ty sprytniaro!
OdpowiedzUsuńprzyjeżdżasz i mnie uczysz ;]
dumna jestem z Ciebie :D a jednak! a jednak mozg CI pracuje...
:*