poniedziałek, 30 listopada 2009

KniHOVNA


Siedze sobie w bibliotece na darmowym internecie.Tak naprawde to czekam na wyklad ze skladni, bardzo fascynujacy.Idziemy tam tylko po to, zeby pod koniec powiedyiec Kudłatemu, ze mamy za tydzien pisac kolo, bo potem spadamy do Polska a už nás neuvidí.

Nie ma na tym kompie polskich zynakow a "z" jest zamienione z "y".No i troche mi to zzera nerwow,ale i tak nie mam co robic.Chcialam sie skupic na slowie "knihovna" w jezyku czeskim.Otoz "kniha" to ksiazka a "knihovna" to biblioteka wŁasnie (udaŁo mi sie znalezc "Ł" ale jest w duzej wersji tylko).A slowo "hovno" to po prostu "shit".A "hovna" to "shits" czyli "g
ówna".Czyli siedze w "książgównie".Dobra, dobra.Etymologia pewnie swoje a Mosur swoje i tak wie.

wtorek, 24 listopada 2009

Milka the killer




Chciałam przedstawić czekoladę, przez którą o mały włos (ale mocny) bym miała po komputerze. Sama czekolada jest wypasiona, ale nie o nią chodzi.Chciałam wyjąć teczkę z szafki.No i pociągnęłam za nią, tylko mi się zapomniało, że na niej leży milka.No i nastąpił wielki lot o mega przyśpieszeniu i komp się wyłączył. Nie chciał się odpalić nawet zasilaniem awaryjnym.Siadłam i zaczęłam roztaczać czarne wizje.Hryca napisała do kolegi,co się zna na tych całych, jak oni to mówią? Komputerach.Właśnie.No i tak siedzę...i już poszłam do Judyty,licząc że jej facet się na tym zna.Ale gdzie tam! Facet,jak facet! Ale Judyta! Podeszła, popatrzyła, poruszała baterią i komp odżył.Viva la tofee, Judyta i wino grzane wieczorem,co je wypijemy u nas w pokoju.Ale mi ulżyło.

sobota, 21 listopada 2009

Třebíč


Chciałam przedstawić Państwu odkryte przeze mnie i dziewczyny piękne figureczki z porcelany.Gdyby ktoś nie mógł poznać,już tłumaczę.Od lewej prezentuje nam się lekko spuchnięty Švejk i skacowany krecik z obolałymi stopami.Na kolejnej rycine Jezus ma brokat na brodzie a ogólna tonacja fotki jest ala dico.A teraz chciałam przejść do sedna.

Otóż pojechałyśmy sobie do Třebíč'a :] z rańca i byłyśmy do wieczorca, zwiedzając kawiarnię na początku, kolejno bazylikę, synagogę , znów kawiarnię [ale w celu obiadu] oraz Billę w celu chleba kupienia.Ale była przecena na Milkę akurat :).Na fotkach krasawice w wyćwiczonych pozach.



Oraz pewna Pani, która nas zainsporowała do robiena sobie fotek.I tak się złożyło, że spotkałyśmy ją kilka razy podczas łażenia po mieście :D.





piątek, 20 listopada 2009

ileś tam dni temu

Niby to jest blog z Brna,niby tu opisuję co się dzieje na wymianie...ale...coś się też dzieje w Mosurze czasem w środku niego.No i właśnie dzisiaj sobie uciekły cztery lata odkąd na półmetku ktoś powiedział do mnie i Bruna: "jesteście w końcu razem,czy nie"?No i jakoś się chyba wtedy nieśmiało określiliśmy.A może i śmiało.Nie ważne.Ważne,że się tak określamy dotąd.


'Od czterech lat do…by wszystkiego spróbować'

Dziękuję =o)

czwartek, 19 listopada 2009

Viva la Polonia


Byłam w Polsku, nawdychałam się tamtejszego powietrza, podjadłam inszych specjałów regionalnych i okazało się, że moje mandle nejsou fuč, co znamená że nie są popsute. Nicht kaputen migdałen in Mosurinen gardłen.Das ist einen niespodzianken.I widzita.Wizja zamskowanych ludzi grzebiących w moim gardle mini-tasakiem i ja na głupim jasiu wcale nie była budująca.
Nastraszyli mnie tylko Pepikowi lekarze, bo wtedy jak byłam u nich to akurat migdały walczyły z choroóbstwem.No i gra!

Z nowości wydawniczych to jeszcze dodam,że się prawie ze wszystkimi pospotykałam ;), pogadałam...i nawet wypiłam malé černé Svijané.Minam.

Dzisiaj byłam na piłkach.W sensie na żonglowaniu, ale to rano zdarzył się cud. Chyba załapałam coś, czego długo nie mogłam i teraz powinno być z górki.Jeszcze trzeba ćwiczyć :D,ale przynajmniej nie zostają mi dwie piłki w ręce i jest coś na kształt płynności.Clownem zawodowym to ja nie będę,ale zajęcia są zarąbiste.W ogóle luz, blues i śmiechu co nie miara.I nawet daję radę coś do ludzi zagadać :D.I rozumieją.A prowadząca Daša to bardzo równa babka.Jechałam z nią trolejbusem dzisiaj,to trochę pogadałyśmy.

Na focie prezentuję kolczyko-mosuro-patent-bombkę z Castoramy.Byłam z ojcem i nie mogłam się powstrzymać,jak zobaczyłam świecące bombki przy kasach.Jedni biorą tam gumę...go żucia albo tą drugą a ja beru takové krásné kulaté něco.

czwartek, 12 listopada 2009

Polská prezentace














Z okazji tego, że wczoraj była środa kolejne państwa miały mieć swoją prezentację.Tym razem Polska, Litwa i Japonia. Ta ostatnia nawaliła,ale już trudno. Swoją drogą wybr
ali fajny termin na polską prezentację :).

Dziewczyny nagotowały pierogów, zrobiły sałatki (nawet smalec i kaszanka była).Z mikrofonu Wojtek krzyczał: "when you'll tase bigos, don't eat krówki after that" :D.Jakaś dziewczyna pytała się o kaszankę: "Is this sweet?" i ogólnie nawet się stresowaliśmy.Co do samej formy prezentacji,to była w movie makerze.Najpierw się zebraliśmy i "obgadaliśmy",jak chcemy żeby to wyglądało.No i zapowiadało się dobrze...ale...potem wynikła masa niesnasek
,bo 'ekypa trzymająca władzę' nie mogła ustąpić ze swojej wizji prezentacji.W końcu ich zbojkotowaliśmy i puścili nasze filmiki pod koniec.My z Judytą,Agatą i Dorą zrobiłyśmy filmiki o różnicach polsko-czeskich w mowie.No i tutaj też problem.Bo ponoć filmik (ten najlepszy) "miał inny format" i się nie załadował.Kij w oko...trudno.Domniemamy, że miał syfilisa.

Były dwa: że drogy=roads in Polish / drogy=drugs in
Czech language
i że zachód= sunset / záchod=toilet

Ten najlepszy poniżej :D.Najpierw było szukanie polskie a potem szukanie czeskie.Miłego oglądania!








niedziela, 8 listopada 2009

Neděle


Zacznę od tego, że w centrum handlowym znalazłyśmy parówki na podłodze. Stało się to oczywiście przy okazji, bo podczas docierania do menzy. Menza występuje pod pseudonimem stołówka w polštině. Najlepszy myk jest w tym, że mieści się ona (menza a nie polština) w pasażu obok CCC :D.Już tam raz byłam,ale ciągle robi to na mnie wrażenie. Zwłaszcza, że jest nowoczesna a panie w okienku się uśmiechają i sprawiają wrażenie, jakby lubiły swoją pracę.Po prostu czapki i czepki z głów. Na zdjęciu prezentuje się Judyta, która poluje na parówę.

Dalsza część dnia upłynęła spokojnie (napisałam esej i proszę o aplauz!) aż do wieczora, kiedy to zaatakowałyśmy z Zuzkami na kino ala środek komuny. Film był super: "The painted vail"...no "super" w kategoriach jakości itp.bo raczej jak ulubiony aktor Zuzika umiera na cholerę, to nie można z pełnym spokojem powiedzieć: "To bylo supr" :D.Łezka pociekła.A potem pojawił się Pet'o z Anič i wyszło siedzenie w pubie :).Nawet zdążyliśmy na nocny i na hambexa od Wietnamców.Mniam! A teraz do wyrka!

piątek, 6 listopada 2009

Jamnik


Litery spycham tak wąsko, żeby utworzyły sylaby. Nie ma z tym pro ble mu. Przynajmniej na początku słowa same płyną mi z głowy na końce dłoni. Tylko mam trochę zbyt długie paznokcie. Dzisiaj pomogłyśmy dwóm osobom. Wózki inwalidzkie są ciężkie a krawężniki za wysokie. Tramwaje miewają zachcianki i zatrzymują się przy końcu chodnika tak, że nie można wysunąć klapy i zjechać na dół. Dobrze, że tutaj przynajmniej widzi się niepełnosprawnych, którzy mogą się w miarę normalnie przemieszczać. A za oknem coraz szybciej gaśnie to żółte i jasne. Taki ten biały z trzech kulek już prawie stopniał, ale mimo to mróz.
A dziś mam nastrój na białe krzesło.Na zajęciach z twórczego pisania mieliśmy opisać obraz z perspektywy kogoś, kto na nim jest.Popatrzyłam się na muzyków, którzy grali na różnych cudach i zostałam krzesłem.Judyta mówi,że krzesłem-jamnikiem.A ona była mikrofonem.Takim w kształcie pewnego kształtu raczej w wersji mojej bazgroły bezkształtnym.

czwartek, 5 listopada 2009

Nemocnice na kraji města


Mogłabym zacząć tak: Przemokły mi buty zimowe i nie nadają się do chodzenia. Znowu bolą mnie migdały - byłam w szpitalu - kolejny wymaz. Mam od poniedziałku 37 stopni i kręci mi się w głowie...

Ale zacznę inaczej.Czasem nie widzimy pewnych rzeczy, bo jest nam tak źle, że skupiamy się na sobie. Ale chciałam podziękować paru osobom - jednej, że pożyczyła mi swoje kozaki, drugiej - bo nie musiała a w 2 min zdecydowała, że pojedzie ze mną do szpitala, trzeciej, czwartej, piątej i tak jeszcze kilku - za to, że się martwią.

Wiem,że będzie dobrze.
Wiem,że wyzdrowieje.
Tylko strasznie mi ciężko.
Jeden tydzień jestem zdrowa, w drugim wraca do mnie choroba.
Muszę jakoś znaleźć siłę w sobie.
Tylko jeszcze nie wiem,jak.

A fotka jest wrześniowa i brnieńska.I ją lubię jakoś tak.