poniedziałek, 21 grudnia 2009

Pest cz.2

Ktoś, gdzieś, kiedyś rzekł: podróże kształcą. Po węgiersku brzmi to: "kaasza, kaaasza, kasssza, kassszzaa".Człowiek zawsze czegoś nowego doświadczy, zwłaszcza jeżeli chodzi o zimowy wypad do pięknego miasta. Okazało się, że "strong Hungarian money" tzn.forint, dostarczył nam wielkiego pola do popisu i że nie bez powodu jesteśmy na studiach humanistycznych. Wypłacasz z bankomatu 25 tys. w gotówce... w Polsce miał byś auto, w Czechach motor a na Węgrzech buty zimowe prosto z katalogu dworcowo-ulotkowego. No i chowasz te 25 tys do portwela, liczysz, liczysz i wychodzą cuda wianki.A potem zapłać lekką ręką 1500 forintów za obiad.Drży coś tam w człowieku, bo myśli sobie - kupa forsy.A to 24 zł nasze polskie. No,ale udało się przez to przebrnąć.
Udało się też ulokować w apartamencie, po wielu przebojach. Najpierw miał być hostel - ale Pan nam powiedział silnym angielskim z silnym akcentem ;), że "is full".Potem miało być inne lokum, ale "some turists idiots, they make a bread in this"...czyli w piecu z którego unosiła się woń kapuchy i nie dało się oddychać bez żalu.No to dawaj kde jnde! Podsumowując - z zamówionego przez nas wcześniej hostelu wyszło mieszkanko z błękitną wanną na ulicy obok CBA, czyli inszej żabki.

Tam przespałyśmy kilka nocy, wypiłyśmy kilka win, zjadłyśmy kilka sardynek i nawet kilka razy zrobiłyśmy sobie rentgen.A samo miasto?Powiem tyle - chcę tam jeszcze wrócić. Dzięki - Dziewoje!

środa, 16 grudnia 2009

Buda cz.1

Byla jsem s holkami v Budapešti. Ta věta nestačí. Nestačí říct, že bylo jako ve snu, že ledový vzduch jsme musely porazit svařákem.Nestačí ani skočit a zazpívat, že život je krása.Prostě Buda&Pest - zázrak. Trochu komunismu v metru, trochu krásných obličejů na ulicích, lidé a jejich téžký jazyk který zní jako jazykolam.A v tom my čtyři, osm noh, a tisíc nápadů, myšlenek, pohledů.Díky za vše! Ted' otázka o oblíbené město se stává snadnější než dřív...prostě je třeba se tam vrátit a zase to prožit...

piątek, 11 grudnia 2009

Jsem ze stolice, ty kokso!

Pierwsza przed Państwem fotka z pięknej spelunki, Mydła, gdzie jest pokój w którym można się zregenerować. Ze strachu nie weszliśmy tam.


Byli my wczoraj śmy na 'Erasmus talnet show' w dawnej pralni z czterema pralkami,czyli w clubwashu w dzielnicy podejrzanej. Talent miała np.Azjatka wyjąca do mikrofonu, Węgierka i jej taniec brzucha [to już było spoko], Finowie czy tam Norwegowie (super :) śpiewali) no i grupa chłopców z gYtarami śpiewająca pieśń o Erasmusie: "Viniarska flu, I don't like you! Uuuuuu, I don't like you!".A potem trafiliśmy do Mýdla, czyli mydła, czyli lekkiej speluny, gdzie wściekła na wszystko kelnerka-metalówa z kolczykami w pysku miała różową gumeczkę we włosach.Aj wery macz lajk kontrast!

Później trafiliśmy na rynek, gdzie ujrzeliśmy zachwycającą wystawę szlafrokowo-świąteczną.Zielony na twarzy manekin kojarzy mi się z zapachem choinki i pierwszą
gwiazdką nie mniej niż domek dla chomików pod choinką. Tak serio to nie był domek dla tych zwierzątek, ale skarbonka. Ale Juda próbowała wkręcić Hrycę, że tam siedzą křečki [krzeczki] tj.chomiki. Hryca jednak nie miała w hlavě tyle grzanego wina, żeby w to uwierzyć całym sercem swym.

A teraz coś puentującego cały post. Otóż drodzy mili moi, nie mówcie nigdy do Czechów lub Słowaków STOLICA, bo "stolice" to po prostu 'stolec'. I tutaj zdanie: 'On jest ze stolicy' dopełnione zostaje drugim obraźliwym znaczeniem.

Poza tym udało mi się nauczyć wczoraj Pecia słów : "odkurzać", "myć naczynia".Stał się w ten sposób mężczyzną idealnym, bo jak powiedział: "Já to všecko poodkurzam", wszystkie dziewczyny westchnęły...Peciowi wywróżyłam tym samym żonę Polkę.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Mikuláš na koleji

Tytuł tego posta nie oznacza,że byłam na dworcu ostatnio. Chociaż przechodziłam obok, ale nie jest to istotne. Otóż "kolej" w języku naszych sąsiadów oznacza "akademik"...a "Mikuláš" to po prostu Mikołaj.Czy to nie jest logiczne? (Może nawet już o tym pisałam, ale mam sklerosis mosurosis in progress) No więc...przyszedł do nas święty jeden taki i zostawił nam prezenty. A teraz następuje uroczyste wymienienie z nazwy i króki opis.

Naturalnie na akademikowe Mikołajki dostaje się: ptasie mleczko, ciastka, kalendarze...a niektórzy dostali łososia norweskiego :D lub chrzan wasabi. Ci pierwsi są ze Słowacji i lubią słowo ŁOSOŚ (losos in Czech) a Ci drudzy to nie wiem...po prostu się fazują orzeszkami wasabi, to i chrzan się przyda.Mam na myśli Zuzkę i Judytę.A też się dostaje kalendarz adwentowy z czekoladkami, co się je ma jeść po koleji, ale że mieszkamy na koleji, to jemy je w porządku co najmniej dowolnym.I jeszcze się dostaje żelki i diabła z czekolady lub piernik.Tak to właśnie żyje się na obczyźnie o tym chlebie (z kminem) i wodzie (z cieknącego kranu) i marzy się o różnych takich.

A na malunku my.

sobota, 5 grudnia 2009

Bunkr



Nastał taki dzień na ul.Viniarskiej, żeśmy się zbunkrowali. Pi
erwszy zaczął Pet'o w zeszłym tygodniu, kiedy to cała reszta była na chodzie a do nas przyjechała w odwiedziny Holka z Bratislavy Saša Koper.Ola! Ola! Maniana! Czyli Olka. Potem bunkrowała się Dora, bo miała egzam z gramy w ten piątek,co był wczoraj.A teraz my mamy bunkier naukowy w pokoju.W sumie próbowałam coś powtarzać během týdne, bo na raz nie umiem i się zniechęcam, ale i tak jest tego dużo.Juda dzisiaj nas nawiedziła ze śmietnikiem, który chciała nam podrzucić ;) i doszło do bardzo naukowej dyskusji na korytarzu na temat końcówek w dopełniaczu.Skutek był taki, że i tak nie zburzyłyśmy bunkra.

Wyprałam za to czapkę i szalik, dając samej sobie do zrozumienia: Mosur, nie wychodzisz z pokoju, siedzisz przy biurku i z erasmusa-orgasmusa robisz pokojusa-kujoniusa.Tak to jest.Nawet w Brnie czasem się zdarzy egzamin.Ale kij z tym, sesji za to nie budziet!

piątek, 4 grudnia 2009

Juggling = žonglování

W dzisiejszym odcinku chciałam napisać o czymś, co najpierw traktowałam jak czysty wypychacz czasu i polewkę a teraz mi się spodobało i będzie mi tego brakowało po powrocie do Polandii. Chodzi o żonglowanie. Nie mogłam się na ten przedmiot na początku w ogóle zapisać...był limit miejsc a poza tym, nie jest to mój obowiązkowy kurs. Dziwne.W sumie każdy bohemista powinien to umieć, bo pomaga w odmianie zaimków.No.Napisałam więc do Dašy - tak nazywa się prowadząca (super osoba tak na marginesie), czy mogę chodzić...zgodziła się i jeszcze napisała, że się cieszy z tego, że mnie to interesuje.Hmmm.Wtedy to po prostu stwierdziłam,że nic mi nie szkodzi przyjść.Ale się wciągnęłam.Najpierw myślałam, że to po prostu chodzi o zręczność (z którą u mnie różnie, dlatego nie nastawiałam się, że mi się uda :D)...ale chodzi o mózg (nic nie dodam).Musieliśmy się wszyscy strasznie przełamać, żeby w łapkach nie zostawała nam żadna piłka. Potem doszły kolejne triki, niektórych dalej nie ogarniam, bo moja głowa nie chce współpracować z dłońmi...ale te trzy piłeczki tak potrafią odprężyć umysł, że po godzinie zajęć (mimo,że boli tyłek od schylania się po piłki), jestem cała happy.No i to by było na tyle.

PS w filmiku nie tyle chodzi o piłki,czy żonglowanie [kaskada to się zwie], tylko o moje onomatopeje.Czasem się siebie boję...

wtorek, 1 grudnia 2009

Mosurova poesie, la la la

Napisałam na zajęciach coś...do obrazka na którym było morze i nad nim chmury, które o mały włos nie wpadły do wody, bo tak były nisko...

D
la tych,którym chce się bawić : 'ř' - czyta się jak [rz], ale z parsknięciem ;), 'ž' = [ż], 'š'=[sz], 'á' , 'é' i ogólnie tą kreseczkę się czyta, jak długą samogłoskę [aaa], [eee].

Kouzelná tužka


Stříbro spí na mracích,

takové usmněvávé beránky.

Tůň se dívá nahoru maličká a klidná.

Možná je jí zima.

Snad beránky to vidí

a se blíží

dolů

dolů

a polibek

A ve starém hradu bydlí stín,

je to už tisícletý muž,

co svoji ženu věž

objal,

vzal za ruku

a šli spát.


Jenom jeden kamen zůstal sám,

a je mi ho líto.

Tak něco kreslím,

modrým perem Masarykové univerzity.

A bude to kamenná milenka,

prizncezna zakletá.

------------------------------------------ (tłumaczenie dla leniwców bądź nie-bohemistów :D)

Magiczny ołówek

Srebro śpi w chmurach,
takie uśmiechnięte baranki.
Głębia spogląda w górę maleńka i spokojna.
Może jest jej zimno.
Baranki chyba to widzą,
przybliżają się,
na dół,
na dół
i pocałunek.

A w starym zamku mieszka cień,
jest to tysiącletni pan,
co swoją żonę wieżę,
objął,
wziął za rękę
i poszli spać.

Tylko jeden kamień został sam
i jest mi go szkoda,
więc coś rysuję,
niebieskim długopisem z uniwersytetu Masaryka,
A będzie to kamienna kochanka,
księżniczka zaklęta.





poniedziałek, 30 listopada 2009

KniHOVNA


Siedze sobie w bibliotece na darmowym internecie.Tak naprawde to czekam na wyklad ze skladni, bardzo fascynujacy.Idziemy tam tylko po to, zeby pod koniec powiedyiec Kudłatemu, ze mamy za tydzien pisac kolo, bo potem spadamy do Polska a už nás neuvidí.

Nie ma na tym kompie polskich zynakow a "z" jest zamienione z "y".No i troche mi to zzera nerwow,ale i tak nie mam co robic.Chcialam sie skupic na slowie "knihovna" w jezyku czeskim.Otoz "kniha" to ksiazka a "knihovna" to biblioteka wŁasnie (udaŁo mi sie znalezc "Ł" ale jest w duzej wersji tylko).A slowo "hovno" to po prostu "shit".A "hovna" to "shits" czyli "g
ówna".Czyli siedze w "książgównie".Dobra, dobra.Etymologia pewnie swoje a Mosur swoje i tak wie.

wtorek, 24 listopada 2009

Milka the killer




Chciałam przedstawić czekoladę, przez którą o mały włos (ale mocny) bym miała po komputerze. Sama czekolada jest wypasiona, ale nie o nią chodzi.Chciałam wyjąć teczkę z szafki.No i pociągnęłam za nią, tylko mi się zapomniało, że na niej leży milka.No i nastąpił wielki lot o mega przyśpieszeniu i komp się wyłączył. Nie chciał się odpalić nawet zasilaniem awaryjnym.Siadłam i zaczęłam roztaczać czarne wizje.Hryca napisała do kolegi,co się zna na tych całych, jak oni to mówią? Komputerach.Właśnie.No i tak siedzę...i już poszłam do Judyty,licząc że jej facet się na tym zna.Ale gdzie tam! Facet,jak facet! Ale Judyta! Podeszła, popatrzyła, poruszała baterią i komp odżył.Viva la tofee, Judyta i wino grzane wieczorem,co je wypijemy u nas w pokoju.Ale mi ulżyło.

sobota, 21 listopada 2009

Třebíč


Chciałam przedstawić Państwu odkryte przeze mnie i dziewczyny piękne figureczki z porcelany.Gdyby ktoś nie mógł poznać,już tłumaczę.Od lewej prezentuje nam się lekko spuchnięty Švejk i skacowany krecik z obolałymi stopami.Na kolejnej rycine Jezus ma brokat na brodzie a ogólna tonacja fotki jest ala dico.A teraz chciałam przejść do sedna.

Otóż pojechałyśmy sobie do Třebíč'a :] z rańca i byłyśmy do wieczorca, zwiedzając kawiarnię na początku, kolejno bazylikę, synagogę , znów kawiarnię [ale w celu obiadu] oraz Billę w celu chleba kupienia.Ale była przecena na Milkę akurat :).Na fotkach krasawice w wyćwiczonych pozach.



Oraz pewna Pani, która nas zainsporowała do robiena sobie fotek.I tak się złożyło, że spotkałyśmy ją kilka razy podczas łażenia po mieście :D.





piątek, 20 listopada 2009

ileś tam dni temu

Niby to jest blog z Brna,niby tu opisuję co się dzieje na wymianie...ale...coś się też dzieje w Mosurze czasem w środku niego.No i właśnie dzisiaj sobie uciekły cztery lata odkąd na półmetku ktoś powiedział do mnie i Bruna: "jesteście w końcu razem,czy nie"?No i jakoś się chyba wtedy nieśmiało określiliśmy.A może i śmiało.Nie ważne.Ważne,że się tak określamy dotąd.


'Od czterech lat do…by wszystkiego spróbować'

Dziękuję =o)

czwartek, 19 listopada 2009

Viva la Polonia


Byłam w Polsku, nawdychałam się tamtejszego powietrza, podjadłam inszych specjałów regionalnych i okazało się, że moje mandle nejsou fuč, co znamená że nie są popsute. Nicht kaputen migdałen in Mosurinen gardłen.Das ist einen niespodzianken.I widzita.Wizja zamskowanych ludzi grzebiących w moim gardle mini-tasakiem i ja na głupim jasiu wcale nie była budująca.
Nastraszyli mnie tylko Pepikowi lekarze, bo wtedy jak byłam u nich to akurat migdały walczyły z choroóbstwem.No i gra!

Z nowości wydawniczych to jeszcze dodam,że się prawie ze wszystkimi pospotykałam ;), pogadałam...i nawet wypiłam malé černé Svijané.Minam.

Dzisiaj byłam na piłkach.W sensie na żonglowaniu, ale to rano zdarzył się cud. Chyba załapałam coś, czego długo nie mogłam i teraz powinno być z górki.Jeszcze trzeba ćwiczyć :D,ale przynajmniej nie zostają mi dwie piłki w ręce i jest coś na kształt płynności.Clownem zawodowym to ja nie będę,ale zajęcia są zarąbiste.W ogóle luz, blues i śmiechu co nie miara.I nawet daję radę coś do ludzi zagadać :D.I rozumieją.A prowadząca Daša to bardzo równa babka.Jechałam z nią trolejbusem dzisiaj,to trochę pogadałyśmy.

Na focie prezentuję kolczyko-mosuro-patent-bombkę z Castoramy.Byłam z ojcem i nie mogłam się powstrzymać,jak zobaczyłam świecące bombki przy kasach.Jedni biorą tam gumę...go żucia albo tą drugą a ja beru takové krásné kulaté něco.

czwartek, 12 listopada 2009

Polská prezentace














Z okazji tego, że wczoraj była środa kolejne państwa miały mieć swoją prezentację.Tym razem Polska, Litwa i Japonia. Ta ostatnia nawaliła,ale już trudno. Swoją drogą wybr
ali fajny termin na polską prezentację :).

Dziewczyny nagotowały pierogów, zrobiły sałatki (nawet smalec i kaszanka była).Z mikrofonu Wojtek krzyczał: "when you'll tase bigos, don't eat krówki after that" :D.Jakaś dziewczyna pytała się o kaszankę: "Is this sweet?" i ogólnie nawet się stresowaliśmy.Co do samej formy prezentacji,to była w movie makerze.Najpierw się zebraliśmy i "obgadaliśmy",jak chcemy żeby to wyglądało.No i zapowiadało się dobrze...ale...potem wynikła masa niesnasek
,bo 'ekypa trzymająca władzę' nie mogła ustąpić ze swojej wizji prezentacji.W końcu ich zbojkotowaliśmy i puścili nasze filmiki pod koniec.My z Judytą,Agatą i Dorą zrobiłyśmy filmiki o różnicach polsko-czeskich w mowie.No i tutaj też problem.Bo ponoć filmik (ten najlepszy) "miał inny format" i się nie załadował.Kij w oko...trudno.Domniemamy, że miał syfilisa.

Były dwa: że drogy=roads in Polish / drogy=drugs in
Czech language
i że zachód= sunset / záchod=toilet

Ten najlepszy poniżej :D.Najpierw było szukanie polskie a potem szukanie czeskie.Miłego oglądania!








niedziela, 8 listopada 2009

Neděle


Zacznę od tego, że w centrum handlowym znalazłyśmy parówki na podłodze. Stało się to oczywiście przy okazji, bo podczas docierania do menzy. Menza występuje pod pseudonimem stołówka w polštině. Najlepszy myk jest w tym, że mieści się ona (menza a nie polština) w pasażu obok CCC :D.Już tam raz byłam,ale ciągle robi to na mnie wrażenie. Zwłaszcza, że jest nowoczesna a panie w okienku się uśmiechają i sprawiają wrażenie, jakby lubiły swoją pracę.Po prostu czapki i czepki z głów. Na zdjęciu prezentuje się Judyta, która poluje na parówę.

Dalsza część dnia upłynęła spokojnie (napisałam esej i proszę o aplauz!) aż do wieczora, kiedy to zaatakowałyśmy z Zuzkami na kino ala środek komuny. Film był super: "The painted vail"...no "super" w kategoriach jakości itp.bo raczej jak ulubiony aktor Zuzika umiera na cholerę, to nie można z pełnym spokojem powiedzieć: "To bylo supr" :D.Łezka pociekła.A potem pojawił się Pet'o z Anič i wyszło siedzenie w pubie :).Nawet zdążyliśmy na nocny i na hambexa od Wietnamców.Mniam! A teraz do wyrka!

piątek, 6 listopada 2009

Jamnik


Litery spycham tak wąsko, żeby utworzyły sylaby. Nie ma z tym pro ble mu. Przynajmniej na początku słowa same płyną mi z głowy na końce dłoni. Tylko mam trochę zbyt długie paznokcie. Dzisiaj pomogłyśmy dwóm osobom. Wózki inwalidzkie są ciężkie a krawężniki za wysokie. Tramwaje miewają zachcianki i zatrzymują się przy końcu chodnika tak, że nie można wysunąć klapy i zjechać na dół. Dobrze, że tutaj przynajmniej widzi się niepełnosprawnych, którzy mogą się w miarę normalnie przemieszczać. A za oknem coraz szybciej gaśnie to żółte i jasne. Taki ten biały z trzech kulek już prawie stopniał, ale mimo to mróz.
A dziś mam nastrój na białe krzesło.Na zajęciach z twórczego pisania mieliśmy opisać obraz z perspektywy kogoś, kto na nim jest.Popatrzyłam się na muzyków, którzy grali na różnych cudach i zostałam krzesłem.Judyta mówi,że krzesłem-jamnikiem.A ona była mikrofonem.Takim w kształcie pewnego kształtu raczej w wersji mojej bazgroły bezkształtnym.

czwartek, 5 listopada 2009

Nemocnice na kraji města


Mogłabym zacząć tak: Przemokły mi buty zimowe i nie nadają się do chodzenia. Znowu bolą mnie migdały - byłam w szpitalu - kolejny wymaz. Mam od poniedziałku 37 stopni i kręci mi się w głowie...

Ale zacznę inaczej.Czasem nie widzimy pewnych rzeczy, bo jest nam tak źle, że skupiamy się na sobie. Ale chciałam podziękować paru osobom - jednej, że pożyczyła mi swoje kozaki, drugiej - bo nie musiała a w 2 min zdecydowała, że pojedzie ze mną do szpitala, trzeciej, czwartej, piątej i tak jeszcze kilku - za to, że się martwią.

Wiem,że będzie dobrze.
Wiem,że wyzdrowieje.
Tylko strasznie mi ciężko.
Jeden tydzień jestem zdrowa, w drugim wraca do mnie choroba.
Muszę jakoś znaleźć siłę w sobie.
Tylko jeszcze nie wiem,jak.

A fotka jest wrześniowa i brnieńska.I ją lubię jakoś tak.

sobota, 31 października 2009

Mikulov/ice ;)


Z okazji tego,że Brno zostało zwiedzone, a przybył do mnie Pan Brunowicz, postanowiliśmy pojechać "gdzieś".To jak zwykle za mapę, obgląd sytuacji i padło na Mikulov.No i dobrze, że na to padło, bo odkryliśmy rumové koule. Kompozycja wyjazdu była iście szkatułkowa.Na koulích zaczęliśmy odkrywanie miasta i tym optymistycznym akcentem wnież się z miastem pożegnaliśmy (biorąc je w plecak).Na zdjęciu obok została uwieczniona chwila ta pierwsza.Aaaaaa

Mikulov jest po prostu full wypas miastem.Nie przesadzę, jak powiem, że taka mała Praga, tylko spokojniej i jeszcze pięknie
jsze widoki. Dla mnie bomba.Do tego jest zadbane i budynki są odremontowane, że aż miło popatrzeć!

A teraz klasyczna pozycja: "na mosura" :D :

Tutaj z koleji prezentuje się Jan Werich z powiedzeniem, że:


"Bóg stworzył człowieka,
ale nie dał sobie na to patentu,
i dlatego teraz po nim,
może to robić jakikolwiek
GŁUPIEC"


i myślę,że miał chłopak rację.
W+V ;)

Teraz przejrzałam jeszcze raz fotki i postanowiłam dokleić bonusową :).Może się robię sentymentalna, ale taka jest magiczna jakaś.Ten tego, pójdę już spać.Hmmm



środa, 28 października 2009

Hrad Veveří=Den české státnosti


Dziś u Czechów święto, więc wszyscy mieliśmy wolną środę. Z tej okazji miałam powitać w naszych progach Szikulę,ale jakoś jednak wyszedł z tego wypad na Hrad ze Słowakami :).Śmiechawka była non stop, więc co tu dużo mówić. Na Szikulę wciąż czekam.A na wyjście się zebrałam w pół godziny, łącznie z podgrzewaniem obiadu, ubieraniem się itd.Coś tam wczoraj słyszałam, że dziewczyny chcą jechać...ale miałam mieć inne plany.

Jak się okazało, trochę się nas zebrało.Na focie powyże
j Zuzka robi fotę :), więc jej nie widać. Było to bardzo mądre zdanie.Nie ma co.Ale za to obie jesteśmy niżej, gdzie można również zobaczyć Pana Pokornego.Ma na imię Daniel i bardzo lubi babki.
Podczas rozmowy na kosmiczne tematy wyszła pewna sprawa. Okazało się, że dziewczyny chcą iść niedługo na wystawę Alfonsa Muchy.No i postanowiłam im powiedzieć wszystkim, co słowo 'alfons' znaczy po polsku.Efekt był natychmiastowy, bo od tej pory wszystkie krzyczały: "Pet'o je náš alfons"."Vyfot' nás, alfonse" :).Mając alfonsa czułyśmy się bezpiecznie.

A Dada ma plusa, bo wie że polski i czeski to nie jest to samo. Studiuje słowacki i filozofię i miała gramatykę porównawczą. We fragmencie "Małego Księcia" po polsku miała znaleźć charakterystyczne cechy języka naszego.No i jakoś w mig tego nie zrobiła.
Dziwne!


wtorek, 27 października 2009

Umyvadlo & Opera

Chciałam na początku przedstawić naszą umywalkę (o której ostatnio naskrobałam), znaną także pod pseudonimem - umyvadlo. Przy okazji dobrze jest umieć napisać: "Umyvadlo/vana je zácpané / á".Gorzej jeżeli "záchod je zácpaný a po podlaze teče voda"*...

Już tłumaczę. Na recepcji mamy instytucję w postaci książeczki skarg i zażaleń do Panów,co naprawiają sprzęty.No i kiedyś sobie stałyśmy i czytałyśmy, co się ludziom w pokojach zepsuło (tak w ogóle,to jestem pełna podziwu,bo usterki są naprawiane bardzo szybko, więc wypas).No i tak czytamy, czytamy.Agata doszła do momentu, jak ktoś się skarżył, że ma *"zatkaną ubikację z której cieknie woda po podłodze"... rzecz to była iście przykra, ale w tym momencie dla nas śmieszna. Stała tam z nami Sabina i zapytała, co znaczy "záchod", więc Agat szybko odparł: "kibel".No i dobra nasza,bo w ten sposób Pan z recepcji się nauczył nowego słowa po polsku.Zapytał, czy kibel=záchod :D a po naszych późniejszych minach sam wywnioskował, że chyba jest to potocznie, czyli "nespisovně".Musimy go jeszcze czegoś nauczyć w naszym pięknym języku.

Wczoraj Zuzi i Jane powiedziały mi, że polskie "kocham cię" najbardziej podoba im się ze wszystkich opcji tego zdania w różnych językach.No to very very nice mi się zrobiło :].Wzięłam drewnianą łyżkę, co została u Zuzki po robieniu naleśników i zeszłam do mojej suteryny i do wyrka.A dzisiaj idę na operę.Sama się zgłosiłam.Hmmm.Zobczymy! :D

poniedziałek, 26 października 2009

Kolejne dni, tygodnie

Na začátku něco pro Zuzku! :) (učí se polsky s bloga,ale já ještě neumím slovensky, tak bude to v češtině...je to kompromis mezinárodní...:D)
Jak je vidět na obrázku (:D), můj pokoj po několika dnech začal vypadat krásně. Mám Krtka, Boba a Bobka a kouzelný klobouk. Ted' už ani umyvadlo není strasné!A umyvadlo je kouzelné! Je to vana, misa, sprcha a expozice najednou!

Tak więc.Tak więc opisać chciałam wystrój wnętrza.Mamy pokój z oknem! Niestety Czesi znają powiedzenie: "daj palec, a odgryzie ci rękę" i dlatego nie dali nam balkonu.Ale za to dali nam sąsiadów, którzy grają w piłkę na korytarzu.
Tydzień temu grali w nogę, jeszcze wcześniej w siatkę...a jak wróciłam z weekendu z Polski (tak, tak, było super i w ogóle 'mrrr' i rogaliki :] ) to pociskali w ping-ponga.No to jeszcze im zostało kilka sportów w których mogą podrzucać piłkę.
A po czesku piłka kojarzy mi się ze Słonecznym Patrolem.Bo nazywa się: "míč"...co się czyta [micz]...zupełnie jak "Mitch", którego grał Husselhoff. Mam sentyment do słowa tego, jakże pięknego.

Warto jeszcze nadmienić, że umywalka w naszym apartamencie to hit sezonu. Dla tych, co po czesku nie doczytali (bo nie mówię,że nie zrozumieli, bo przecież to taki sam język jak polski i uczyć się go nie trzeba)...to znajduje się ona w prysznicu i pełni funkcje różne.Najlepsza jest taka,że pięknie wygląda.Wkleję później.Chcę potrzymać w napięciu.

Kolejne dni, tygodnie i ogólnie, jeżeli mówimy o czasie, to chwile...upłynęły a raczej uciekły...szybko.Ale są w moim aparacie uwiecznione! I już nie będę ich streszczać.Koniec akapitu i postaram się pisać bardziej fresh newsy.Od jutra, od kiedyś ;)

sobota, 24 października 2009

Ahoj everyone!


Po ponad miesiącu w Brnie dojrzałam do tego, żeby naskrobać kilka wspomnień i uwag :D.Później zamierzam to robić na bieżąco, ale zobaczymy, jak to będzie.

Jak mawiała moja polonistka w liceum, "zacząć od początku", to powtórzenie i bezsens...ale... i tak zacznę od początku, bo gdybym zaczęła od teraz, to trochę by Was ominęło.

Erasmus zaczął się dla Nas (na zdjęciu od lewej dumnie prezentuje się moja współlokatorka z RPA, Agata Hrycyna, która ukrywa się pod tym pseudonimem i wkręca ludziom wała, że pochodzi z Jeleniej Góry)...13 września roku Pańskiego 2009. Zaczął się tygodniem pt.Orientation Week.

Ja tam miałam orientation głównie w aptece, bo przyziębienie przywiezione z Polski się wskrzesiło. Trochę mnie ominęło wyjść, ale i tak się starałam żyć aktywnie.Poznawszy: Zuzi ze Słowacji oraz Zuzkę nr.2 również ze Słowacji, Anię z Chorvatska, Rubena z Mexyku, moją tutorkę Hankę z Czech oraz Holky Polky: Judytę, Michalinę, Sabinę oraz inne Holky Polky i Kluky Poláky coś zaczęło się dziać.Se se se.

No i na początek starczy! :)